24.08.2025 trzy szekle o wydatkach budżetowych...
Szalom ludzie prawowierni, kozy, goje, gojki i ty, księże proboszczu. Aj waj, znowuż się w tej naszej nieszczęsnej Najjaśniejszej nawyrabiało. Zmuszony zatem jestem swoje trzy szekle wtrącić i w sposób niepiękny skomentować wydarzenia - jeśli więc masz alergię na na nieparlamentarne słownictwo to skończ lekturę >>>tutaj<<<.
Szyszkownicy naszej ojczyzny wreszcie doszli do jakiej takiej zgody w temacie odbudowy warszawskiego Pałacu Saskiego, którego oryginał niemal doszczętnie rozpierdoliły nam Niemiaszki podczas ich niekoniecznie przyjacielskiej wizyty w okresie drugiej wojny światowej. Zajmująca fotel ministra kultury pani Marta Cienkowska ze śmietnika pana Beksa Lali (przepraszam: Szymona Hołowni) stwierdziła, że "Pałac Saski jest symbolicznym końcem odbudowy Polski po wojnie". Wszystko ładnie, wszystko zgrabnie - ja jednakowoż mam jedno, kurewsko ważne i stereotypowo żydowskie, pytanie: a kto za rekonstrukcję tegoż obiektu zapłaci? Bo w zasadzie najlepiej i najsprawiedliwiej by było, gdyby to Bundesrepublika sfinansowała zarówno materiały, jak i robociznę - albowiem to obywatele Trzeciej Rzeszy, znaczy się poprzedniczki obecnej Bundesrepubliki, pomieniony budynek rozjebali. Osobistycznie mam jednakowoż takie dziwne wrażenie, że obecny Führer Niemiec, pan Friedrich Merz, jakoś niespecjalnie się kwapi do potrząśnięcia sakiewką - podobnie zresztą jak i jego poprzednicy, którzy również do ponoszenia kosztów odbudowy zniszczonej Najjaśniejszej się nie poczuwali. Wygląda więc na to, że znowu ekspens poniesiemy my, obywatele Najjaśniejszej. A Niemiaszki, jak zwykle, umyją ręce, w swoim narzeczu zaszwargoczą coś o "Freundschaft und Zusammenarbeit"*, być może nawet wyrzucą z siebie "tut uns leid"** - i na tym się ich udział w rekonstrukcji skończy. Osobistycznie uważam, że to nie tak powinno wyglądać; sądzę, że polscy szyszkownicy powinni środkami dyplomatyczno-gospodarczymi wymóc na Niemiaszkach zapłacenie za grzechy ich ojców i dziadów. Mam jednakowoż dziwne wrażenie, że skoro nie dokonał tego rząd partii Populizm i Socjalizm (przepraszam: Prawo i Sprawiedliwość), to spolegliwy wobec Bundesrepubliki obecny (nie)rząd tzw. Koalicji Demokratycznej pod przewodnictwem jawnie proniemieckiego pana Donalda Tuska tym bardziej tego nie zrobi. Tak więc, moi drodzy czytelnicy, za to, że Niemiaszki rozpierdoliły nam Pałac Saski, zapłacimy my, w podatkach, które nam (nie)rząd zapierdoli z naszych ciężko zarobionych pieniędzy.
Aby jednakowoż na odbudowę Pałacu Saskiego starczyło, tudzież inne planowane przez rządzących sprawy, trzeba jeszcze troszkę naród z kasy wydoić. I proszę - jak raz znalazła się do tego okazja: otóż Ministerstwo Finansów pod wodzą pana Andrzeja Domańskiego z Milicji (przepraszam: Platformy) Obywatelskiej zauważyło, że podatek od szczęścia, czyli od wygranych w grach losowych, ostatni raz był zmieniany w 2001 roku, czyli niemal ćwierć wieku temu. Osobistycznie uważam, że sam pomysł opodatkowania wygranej jest już kurestwem czystej wody i chamstwem nad chamstwami. Przemyślcie to sobie: los się do was uśmiechnął, trafiliście przysłowiową szóstkę w totka, a tu przychodzi do was jakiś misiu bagienny i mówi "się nie śmiej, kutasie, tylko dawaj 10% z wygranej bo nam się uczciwie robić nie chce więc jak tylko ktoś coś większego wygra to mu zapierdalamy dziesiątą część" - no to od przyszłego roku już nie będzie to 10%, tylko 15. Ministerstwo Finansów ma nawet cudowne wytłumaczenie tejże podwyżki - i to takie, że ja aż siadłem gdy mi je moje wiewióry dostarczyły. Otóż jakiś zasrany mądruś z ministerstwa zauważył, że przez te niemal ćwierć wieku od ostatniej podwyżki podatku znacznie wzrosła wartość wygranych. Finansowo rzecz ujmując jest to, rzecz jasna, prawda - tyle tylko, że skoro wzrosła wartość wygranych to wzrosła też wartość podatku od nich, czego już urzędas nie był uprzejmy zauważyć. Tak więc Ministerstwo Finansów tradycyjnie stara się zrobić obywateli w tak zwanego chuja i ukraść najwięcej jak się da bez powodowania nadmiernego wkurwu okradanych.
Podwyższenie podatku od szczęścia to nie jedyna podwyżka zaproponowana przez resort finansów. Otóż w przyszłym roku akcyza na alkohol ma wzrosnąć o 15%, a rok później jeszcze o 10%. Podwyższona ma zostać także opłata cukrowa - jeśli moje wiewióry czegoś nie pojebały to dziesięciokrotnie. Obecny (nie)rząd ewidentnie nie odrobił lekcji i nie zapoznał się z jednym z podstawowych praw ekonomii: kupujący bardzo często kierują się ceną przy wyborze towaru, więc jeśli państwo podwyższy cenę legalnie dostępnego produktu to zawsze znajdzie się ktoś, kto analogiczny produkt dostarczy nielegalnie za cenę niższą. Spokojnie można więc założyć, że wzrost akcyzy na alkohol, a co za tym idzie wzrost ceny tegoż, spowoduje spadek zainteresowania legalnym i wysoko opodatkowanym alkoholem, za to wzrost konsumpcji alkoholu pochodzącego spoza legalnego obrotu, za to taniego bo nieopodatkowanego, Przecież to jest prostsze od konstrukcji cepa - a rządzące Najjaśniejszą matołki, niezależnie od reprezentowanej przez siebie opcji politycznej, jakoś od lat nie mogą sobie tej nieskomplikowanej prawdy przyswoić***. Co, moim osobistycznym zdaniem, bardzo chujowo świadczy o ich zdolnościach intelektualnych.
Pozdrawiam ze Wspanialewa Górnego
* dla tych, którym obca jest choroba gardła (przepraszam: język niemiecki): "przyjaźni i współpracy"
** dla tych, którym obca jest choroba gardła (przepraszam: język niemiecki): "jest nam przykro"
*** tutaj pewnym wyjątkiem jest towarzysz Leszek Miller, który za czasów swojego premierowania podwyższył akcyzę, ale po zaobserwowaniu spadku wpływów do budżetu szybciutko się z tej podwyżki wycofał.
Dodaj komentarz