2.09.2026B o ulotkach...
Szalom ludzie prawowierni, kozy, goje, gojki i ty, księże proboszczu - po raz drugi w tym porąbanym dniu. Aj waj, znowuż się w Europie sprawy popaprały. W tej notce poruszymy i skomentujemy sobie problem ulotek więc jeśli masz na temat wywalone, względnie czujesz się niekomfortowo czytając brzydkie słowa, to skończ lekturę >>>tutaj<<<.
Wrócimy sobie jeszcze do wczorajszej rocznicy wybuchu II wojny światowej, a konkretnie to do wydrukowanej przez gdański magistrat i opatrzonej wstępem przez prezydentkę tego miasta, panią Aleksandrę Dulkiewicz, ulotki. Przyjrzymy się temuż wstępowi, pod którym była uprzejma podpisać się właśnie pomieniona pani Aleksandra Dulkiewicz, bo cała reszta tegoż druku interesuje nas jakby mniej, żeby nie rzec: wcale. Otóż pani prezydent Gdańska była uprzejma w zaproszeniu na obchody rocznicy wybuchu II wojny światowej napisać o Westerplatte jako o polu bitwy i pomniku, o terroryzmie, pokoju, nienawiści, czystkach etnicznych dokonywanych przez Związek Sowiecki, wywózce Polaków do Kazachstanu, oraz o kilku innych rzeczach. Moje gdańskie wiewióry donoszą, że pani Aleksandra Dulkiewicz przez pełne trzy akapity nawet połową słóweczka nie zająknęła się na temat tego, że Westerpaltte zaatakowali Niemcy, drugą wojnę światową takoż rozpoczęli Niemcy, a czystek etnicznych na terenach Polski dokonywali, tak dla odmiany, Niemcy. Ten drobny szczegół sprawczości Niemiaszków jakoś uszedł uwagi bystrej niczym woda w klozecie pani Aleksandry Dutkiewicz. Chyba, żeby przyjąć teorię spiskową, według której pani Aleksandra Dulkiewicz celowo zniekształca historię żeby zdjąć z obecnej Bundesrepubliki, dawniej Trzeciej Rzeszy, winę za rozpętanie tamtego szaleństwa. Tyle tylko, że takie powielanie niemieckiej powojennej propagandy jest haniebne. Osobistycznie sądzę, że nie przystoi to Polakowi, a w przypadku kogoś piastującego urząd państwowy jest wręcz karygodne.
Ale zostawmy już panią Aleksandrę Dulkiewicz, Gdańsk i w ogóle Najjaśniejszą. Przeniesiemy się teraz do Skarlałej (dawniej Wielkiej) Brytanii, bo moje tamtejsze wiewióry również doniosły mi o cholernie ciekawej ulotce, a nawet całej serii ulotek. Otóż tamtejszy rząd wypuścił cała serię takich druków skierowanych do migrantów z Ludu Pustyni i Puszczy. Z tychże ulotek przybysze mogą dowiedzieć się naprawdę ciekawych rzeczy, które im, wychowanym wszak w zupełnie innej kulturze, mogą wydawać się nieoczywiste. Na ten przykład: że seks bez zgody jest przestępstwem, że nie można tak po prostu kogoś napierdalać albo dziabać nożem, że nie można zmuszać do małżeństwa nieletnich dziewczynek ani okaleczać ich narządów rodnych, że kobiety mają prawa i nie muszą być posłuszne mężczyznom, że kradzieże są karalne, że seks z osobą niepełnoletnią może spowodować zainteresowanie prokuratury skutkujące kilkuletnim pobytem w pierdlu, że cmokanie i klaskanie na widok kobiety takoż jest niemile widziane, i tak dalej, i tym podobne. Osobistycznie uważam, że przyjmowanie do swojego kraju hord nielegalnych migrantów jest straszliwą patologią*, a próbę poprawienia sytuacji przez wydrukowanie ulotek uważam za kretynizm i marnowanie pieniędzy zapierdolonych obywatelom w podatkach. Zakładając nawet optymistycznie, że taki Mohammad Haile, czy inny Kwame, umie czytać po angielsku, to jakie są szanse, że takie ulotki przeczyta? Osobistycznie sądzę, że niewielkie**. Jakie są szanse, że po przeczytaniu tychże ulotek je zrozumie? Sądzę, że jeszcze mniejsze. A jakie są szanse, że po przeczytaniu i zrozumieniu tych ulotek zechce wprowadzić ich treść w życie, akceptując to, że w Skarlałej (dawniej Wielkiej) Brytanii panują zupełnie inne zasady niż te, w których został wychowany w swojej rodzinnej Tunezji, Erytrei czy Ghanie? Obstawiam, że już zupełnie nikłe.
Osobistycznie uważam, że nielegalnych migrantów z obcych kultur nie powinno się wpuszczać do krajów cywilizowanych, a tym, którzy chcą się dostać legalnie, władze migracyjne powinny robić egzaminy z praw i zwyczajów panujących w danym państwie. Europa już przed rozpoczęciem tzw. "kryzysu migracyjnego" miała wystarczająco dużo przestępczości rodzimej, nawpuszczanie elementu obcego kulturowo, religijnie i etnicznie spowodowało osiągnięcie niespotykanych dotąd rozmiarów patologii. Sytuacji w znaczący sposób nie zmienią nawet najlepiej opracowane i najpiękniej wydrukowane ulotki. Wyjścia z sytuacji, w którą Europa wjebała się na własną poniekąd prośbę, widzę trzy: pierwsze to masowe deportacje wszystkich nielegalnych migrantów i całkowite zablokowanie dróg migracyjnych; drugie to pozostawienie sytuacji bez zmian i patrzenie na powolną agonię europejskiej kultury i europejskiego stylu życia; trzecie to otwarty konflikt między rdzennymi Europejczykami wspomaganymi przez chcących integracji przybyszów a tymi migrantami, którzy chcą zmienić Europę w Eurabię lub Eufrykę. Pierwsze wyjście byłoby trudne do przeprowadzenia gdyż w krajach europejskich za dużo jest rozmaitych lewomyślnych wyznawców multikulti, którzy naiwnie (i błędnie) wierzą, że całkowicie możliwe jest pokojowe współistnienie różnych kultur i powszechna równość. Drugi scenariusz realizuje się właśnie na naszych oczach - jesteśmy na początku drogi do zagłady kultury białego człowieka; drogi, z której w pewnym momencie nie będzie już powrotu. Trzecia opcja byłaby zagraniem w stylu "wszystko albo nic" - czyli albo Europejczycy wygrają, albo zginą w ostatniej, bohaterskiej szarży. Osobistycznie sądzę, że żadne z tych wyjść nie jest do końca dobre, problem polega na tym, że któreś wybrać trzeba - jak w pierdolonej greckiej tragedii.
Pozdrawiam ze Wspanialewa Górnego
* żeby nie napisać: zbrodnią przeciwko własnym obywatelom
** chyba, że akurat zapomni telefonu podczas dłuższej posiadówy w kiblu