30.03.2025 graniczna "pomyłka"...
Szalom ludzie prawowierni, kozy, goje, gojki i ty, księże proboszczu. Aj waj, ciekawe rzeczy nam się na tym świecie dzieją. Na tyle ciekawe, że prawie zapomniałem przeklinać w trakcie pisania tej notki, ale odruchy zadziałały i kilka wulgaryzmów się jednak w tekście znalazło - jeśli rażą cię one to skończ lekturę >>>tutaj<<<.
Moje warszawskie wiewióry donoszą, że na polskiej scenie politykierskiej bez zmian - jeśli nawet rządzący Najjaśniejszą szyszkownicy wpadną od wielkiego święta na jakiś całkiem dobry pomysł, to i tak jegoż wykonanie koncertowo wręcz spierdolą. Tak też się stało z rozporządzeniem dotyczącym czasowego zawieszenia przyjmowania wniosków o azyl. Sama koncepcja jest, nie powiem, zajebista i bardzo Najjaśniejszej potrzebna - tyle tylko, że piszące bumagę pierdoły najprawdopodobniej przypadkowo, ale za to koncertowo, zjebały sprawę. Otóż pokazało się, że w rozporządzeniu stoi namazane, że Najjaśniejsza może odmówić ochrony międzynarodowej migrantowi znajdującemu się na granicy Polski i Białorusi. Granicę możemy sobie zwizualizować jako cienką nitkę pociągniętą wzdłuż terytorium państwa więc zgodnie z prawem migrant, który tę nitkę przekroczy, formalnie nie znajduje się już na granicy i Najjaśniejsza jest zobligowana do zapewnienia mu schronienia. Gdyby rządzące nami tłuki pomyślały choć chwilę to zamiast sformułowania "na granicy" użyłyby słów "w strefie nadgranicznej", które to prawnie rozumie się jako gminy przyległe do granicy. Chyba, żeby przyjąć założenie, że rządzący nami nie są głupsi niż nam się wydaje i celowo w rozporządzeniu użyli słowa "granica", żeby stworzyć martwe prawo, które z jednej strony teoretycznie zawiesza prawo azylowe, co mogłoby uciszyć ludzi nieżyczących sobie hord nielegalnych migrantów z Ludu Pustyni i Puszczy w Najjaśniejszej, a z drugiej strony nakłada banalnie proste do obejścia warunki tegoż zawieszenia, co kontentowałoby wszystkich lewomyślnych wyznawców multikulti. Sprawa jest, rzekłbym, kurewsko śliska - bo z jednej strony nasi szyszkownicy wiele już razy udowodnili, że są patentowanymi durniami, którzy chcąc policzyć do jedenastu muszą zdjąć skarpetki, a z drugiej strony obecnie rządzący równie wielokrotnie pokazywali, że w dupach mają interes Najjaśniejszej, tudzież bezpieczeństwo Polaków, ale potrafią nawet nieźle kombinować gdy tylko można przysłużyć się Związkowi Socjalistycznych Republik Europejskich.
A jak już temat europierdolnika poruszyliśmy to pozostańmy przy nim jeszcze momencik. Otóż Związek Socjalistycznych Republik Europejskich, rzekomo w trosce o dobro naszej planety, dekarbonizuje swoją gospodarkę, tudzież gdzie się tylko da zakazuje stosowania plastiku, między innymi każąc nam pić napoje przez błyskawicznie rozmiękające papierowe słomki. Gospodarka robi co może, żeby przetrwać durne pomysły Arbuzów*, ale słabnie i zwalnia niczym idący pod górkę pociągowy koń, któremu najebano dwie tony węgla na furmankę a bałaguła głośno krzycząc "wio" jednocześnie wciska hamulec. W tym czasie szyszkownicy krajów azjatyckich takich jak, na ten przykład, Republika Indii, pierdolą serdecznie całą tę dekarbonizację i deplastikizację. Hindusi wydobywają oraz sprzedają i spalają grube ilości węgla - tamtejsi "grubiorze**" fedrujący w lokalnych "grubach***" wydobyli przez rok około miliarda ton. Nic więc dziwnego, że znajdująca się na niższym od europejskiego poziomie rozwoju gospodarka Indii kwitnie i zapierdala jak królik po koksie**** - nie jest spowalniana rozmaitymi, nierzadko bezsensownymi, regulacjami wprowadzonymi przez opętanych pseudoekologią Arbuzów. Podobnie prężnie rozwija się gospodarka Indonezji, również nieskrępowana lewomyślną ideologią, a gospodarka Chińskiej Republiki Ludowej już dawno, przynajmniej w niektórych dziedzinach, przegoniła zwijającą się gospodarkę krajów Związku Socjalistycznych Republik Europejskich - przy czym najbardziej mnie bawi, że słabiej niż eurosojuz dbające o ekologię Chiny są zdecydowanym światowym liderem w produkcji "ekologicznych" samochodów elektrycznych i ogniw fotowoltaicznych. Wniosek, przynajmniej dla europierdolnika, jest prosty: nie jest specjalną sztuką rozjebać sobie gospodarkę w imię ideologii, to potrafi byle debil - sztuką jest znaleźć równowagę między rozwojem gospodarczym a ochroną planety, czego obecni szyszkownicy eurokołchozu ewidentnie nie umieją. Osobistycznie wielokrotnie już pisałem, i pewnie jeszcze wiele razy napiszę: dbać o środowisko trzeba, ale z głową, a nie na przypała.
Pozdrawiam ze Wspanialewa Górnego
* dla tych, co nie wiedzą lub też zapomnieli: Arbuzami nazywam wszelakiej maści pseudoekologicznych polity(ł)ków, którzy jako żywo przypominają te posilne owoce - z zewnątrz są Zieloni niczym świeża wiosenna trawa, a w środku czerwoni niczym robotniczy sztandar
** "grubiorz" po śląsku oznacza górnika
*** "gruba" to miejsce pracy "grubiorza"
**** znaczy się po spożyciu kokainy, a nie opędzlowania wygrzanego węgla
Dodaj komentarz