21.08.2025 se pojeżdżę po (nie)rządzie......
Szalom ludzie prawowierni, kozy, goje, gojki i ty, księże proboszczu. Aj waj, raptem na kilka dni Naczelny Rabin Światowego Spisku Żydów odwróci wzrok od polskiej sceny politykierskiej - a zaczynają się na niej dziać takie cuda, że proszę siadać. Usiądźcie zatem sobie wygodnie, nalejcie sobie stakana czegoś dobrze schłodzonego na uspokojenie, przygotujcie się na bluzgi - i zapraszam na przejażdżkę po tym naszym domu podłej rozrywki. Do czytania, rzecz jasna, nie zmuszam - jeśli nie masz ochoty na joby to skończ lekturę >>>tutaj<<<.
Z obiecanego przed wyborami przez szefa obecnego (nie)rządu, pana Donalda Tuska, programu "sto bajerów dla frajerów" (przepraszam: "100 konkretów na 100 dni rządów") niewiele zostało. Obecny (nie)rząd miał w sto dni zreformować Najjaśniejszą i uczynić z niej kraj mlekiem i miodem płynący - i co? Uważny obserwator polskiej sceny politykierskiej na tak postawione pytanie odpowie zaraz: "gówno". Bo faktycznie, ze "stu bajerów dla frajerów" (przepraszam: "100 konkretów na 100 dni rządów") faktycznie udało się w zamierzonym czasie zrealizować bodajże trzy, a do teraz, mimo tego, że minęło dni (jeśli dobrze liczę) 617, niewiele się w tym temacie zmieniło. Definitywnie za to upadła kolejna obiecanka, tym razem w postaci opłacania przez ZUS zasiłku chorobowego od pierwszego dnia nieobecności pracownika. (Nie)rządowi magicy posiedzieli, pomyśleli, policzyli - i wyszło im, że ni chuja się budżet ZUS-u nie zepnie, a poza tym istnieje duże ryzyko, że lud pracujący miast i wsi zacznie na potęgę kombinować. Osobistycznie uważam, że takie myślenie i liczenie powinno odbyć się przed ogłoszeniem pomysłu w trakcie kampanii wyborczej, żeby realnie ocenić co jest możliwe do zrobienia, a co nie, i tym samym zachować się uczciwie w stosunku do obywateli - ale ewidentnie w polityce uczciwość nie jest w cenie i nie uczciwością się wybory wygrywa. Dlatego osobistycznie sądzę, że dopóki obywatele nie będą mieli prawnej możliwości wypierdolenia z urzędów rozmaitych oszustów, to politycy nie będą brać odpowiedzialności za własne słowa i będą wyborcom obiecywać gruszki na wierzbie, tudzież cuda na chuju, aby tylko dorwać się do stanowiska. A potem tradycyjnie na obywateli się wypną.
Równo tydzień temu, 14 sierpnia, ruszył (nie)rządowy, wykoncypowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, program 4-dniowego tygodnia pracy. Założenia tegoż programu są piękne: pracodawca dostaje dotacje z Funduszu Pracy za ograniczenie czasu pracy swoim pracownikom. Na pierwszy rzut oka cud, miód i orzeszki: wszyscy są do przodu i wszyscy powinni być zadowoleni, prawda? Otóż nie do końca, bo jeśli rzucimy okiem drugi raz to wyjdzie, że cała zabawa zaczyna się w momencie, w którym przedsiębiorca, tudzież jego księgowy, zapozna się z przepisami: otóż taka dotacja stanowi dodatkowy przychód firmy, który podlega opodatkowaniu - tak więc firma zapłaci wyższy podatek, oraz wyższą składkę zdrowotną. Realnie rzecz biorąc na plus wyjdzie więc pracownik, który dostanie taką samą pensję za mniej pracy, na plus wyjdzie też fiskus, który zgarnie wyższy podatek, tudzież ZUS, do którego trafi składka zdrowotna - a przedsiębiorca już niekoniecznie na tym interesie coś specjalnego zyska. Innymi słowy: znowu (nie)rząd stara się wydymać biznesmenów. Osobistycznie uważam, że właściciele firm powinni usiąść ze swoimi księgowymi i bardzo skrupulatnie policzyć, czy aby najnowszy program kierowanego przez towarzyszkę Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przyniesie im jakiekolwiek korzyści - bo ja przypuszczam, że wątpię. W zdrowym systemie gospodarczym przychód bierze się z pracy, a nie z dotacji*. Niestety system gospodarczy Najjaśniejszej, podobnie jak całego Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, jest kurewsko chory.
A w Koninie tamtejszy szpital wstrzymał przyjęcia pacjentów na onkologię ponieważ lokalny oddział Narodowego Funduszu Zdrowia nie zapłacił szpitalowi za jego działania w drugim kwartale. W tej naszej cudownej Polsce są pieniądze na utrzymywanie państwowej Telewizji Polskiej w likwidacji, są pieniądze na jachty, solaria, tudzież kluby dla swingersów, są pieniądze na nową limuzynę dla z łaski Prezesa i woli ludu prezydenta Najjaśniejszej, pana Karola Nawrockiego, są pieniądze na dodatki mieszkaniowe dla p.osłów - a dla chorych na raka pieniędzy jakoś, kurwa, nie ma. Gdybym był złośliwy to bym napisał, że szyszkownicy doskonale wiedzą, że rak jest choróbskiem poważnym i są całkiem spore szanse na to, że osoba cierpiąca na nowotwór definitywnie przestanie być wyborcą z powodu zgonu - więc niespecjalnie jest sens w taką osobę inwestować. A gdzie w tym wszystkim zwykła ludzka przyzwoitość, moralność, szczera chęć, by bliźniemu ulżyć w cierpieniu? Po raz kolejny jestem zmuszony zacytować pana Zbigniewa Stonogę: "w piździe, kurwa" - bo w polityce nie ma miejsca na takie pierdoły. Liczy się poparcie, władza i pieniądze - a ludzkie losy są istotne tylko wtedy, kiedy prowadzą do ich uzyskania.
Pozdrawiam ze Wspanialewa Górnego
* poza nielicznymi wyjątkami, do których bym zaliczył, na ten przykład, refundację zatrudnienia celem przyuczenia do zawodu