31.01.2025B wycieczka do Afryki...
Szalom ludzie prawowierni, kozy, goje, gojki i ty, księże proboszczu - po raz drugi w tym zimnym dniu. Aj waj, skoro jest zimno to ja was w tej krótkiej notce zabiorę na wycieczkę do gorącej Afryki, a konkretnie to do Demokratycznej Republiki Konga i Rwandy. Z góry uprzedzam, że nie będzie to kulturalna wyprawa więc jeśli kogoś mierzi użycie przekleństw to niech skończy lekturę >>>tutaj<<<.
W 2023 roku szyszkownicy Związku Socjalistycznych Republik Europejskich podpisali z Rwandą umowę handlową dotyczącą między innymi eksportu z tegoż egzotycznego kraju do eurojebnika kobaltu. Kobalt jest dość rzadkim, a przez to cennym, surowcem potrzebnym do produkcji, na ten przykład, akumulatorów. I wszystko byłoby ładnie, wszystko byłoby zgrabnie - gdyby nie jeden maluteńki szczególik, którego naczalstwo Związku Socjalistycznych Republik Europejskich jakoś nie wzięło pod uwagę: otóż Rwanda ma spore złoża gazu ziemnego i stosunkowo niewielkie cyny, wolframu, berylu, kolumbitu i złota, zupełnie natomiast nie posiada złóż kobaltu. Kobalt natomiast występuje w sąsiadującej z Rwandą Demokratycznej Republice Konga - i to w znacznej ilości, DRK jest największym producentem tego dobra, odpowiedzialnym za niemal 60% światowego eksportu. Kobalt, jak już wspomniałem, jest bardzo cennym pierwiastkiem - a co robi niespecjalnie moralny przywódca państwa, gdy sąsiedni kraj dysponuje złożami jakiegoś wartościowego pierwiastka? Na ten przykład wpierdala mu się zbrojnie w politykę, aby zachachmęcić tyle kasy z wydobycia i handlu, ile się tylko da - i takoż właśnie się stało w tym przypadku. Tak więc szyszkownicy Związku Socjalistycznych Republik Europejskich przez swoją utopijną wizję minimalizowania zanieczyszczania środowiska efektami spalania paliw kopalnych połączoną z głupotą (albo chciwością) przyczynili się do wybuchu kolejnego konfliktu na Czarnym Lądzie. Sprawa nie jest tak prosta jak ją tutaj pokrótce przedstawiłem, bo w całym tym interesie kobaltowo-finansowo-militarnym mieszają dodatkowo Chińczycy, że o różnych innych drobniejszych graczach nie wspomnę - a dodatkowo ma jeszcze podtekst historyczny sięgający, rzecz jasna, czasów kolonialnych. Osobistycznie uważam, że pierdolnik w Afryce subsaharyjskiej jest wystarczająco duży nawet bez wtrącania się w lokalne układziki rozmaitych państw, organizacji i band spoza kontynentu. Czasami wręcz myślę, że najlepiej byłoby na dekadę zawiesić wszystkie kontakty całej reszty świata z subsaharyjską Afryką, poczekać aż tam sobie wszystko po swojemu w ten czy inny sposób wyjaśnią - a potem wrócić do robienia interesów z tymi, którzy przeżyją.
Pozdrawiam ze Wspanialewa Górnego