27.08.2025 i znów polska scena politykierska......
Szalom ludzie prawowierni, kozy, goje, gojki i ty, księże proboszczu. Aj waj, zadziało nam się znowuż w Najjaśniejszej. Notka będzie poruszała tematy okołopolityczne więc nie powinno nikogo dziwić, że pojawią się w niej przekleństwa - jeśli komuś to nie w smak to serdecznie zapraszam do zakończenia lektury >>>tutaj<<<.
Dawno nic nie pisałem o styku polskiej sceny politykierskiej i wojska - i najwyższy czas nadrobić zaległości. Otóż w zeszłym roku Najjaśniejsza była uprzejma nabyć od Stanów coraz mniej Zjednoczonych 96 śmigłowców szturmowych AH-64 Apache, czym szyszkownicy nie omieszkali się bardzo pochwalić jako absolutnie niezbędną inwestycją w obronność. Kilka dni temu moje wiewióry zamieszkujące okolice Al. Niepodległości 218, gdzie mieści się nasze dzielne Ministerstwo Obrony Narodowej, wyniuchały, że tamtejsi urzędnicy kombinują nad renegocjacją umowy i zamianą części szturmowych Apaczy na ciężkie transportowe helikoptery CH-47 Chinook. Teoretycznie do decyzji nie bardzo jest się jak przyjebać, bo nie jest ona tak do końca głupia - w końcu Apacze, jako śmigłowce szturmowe, mogą być przydatne wyłącznie w warunkach bojowych, natomiast transportowe Chinooki mogą być użyteczne także w trakcie, na ten przykład, niesienia pomocy obywatelom podczas klęsk żywiołowych. Cała zabawa jednakowoż zaczyna się po spojrzeniu na uzasadnienie decyzji o podmiance: otóż nasi "fachofcy" z Ministerstwa Obrony Narodowej obawiają się, że w siłach zbrojnych Najjaśniejszej nie znajdą dość personelu latającego do załóg Apaczy. Osoby bardziej poznajomione z amerykańską techniką lotniczą już zapewne wiedzą, czemu się przyjebałem do koncepcji wymiany, osobom mniej poznajomionym już wyjaśniam: skoro MON obawia się o możliwość skompletowania dwuosobowych obsad do Apaczy to jakim cudem chce skompletować trzyosobowe załogi dla Chinooków?
Do całej koncepcji modernizacji naszej armii mam zresztą więcej zastrzeżeń. Najbardziej mnie wkurwia kompletna przypadkowość zmian wynikająca z braku długoterminowego planowania: co zmienia się ekipa rządowa to zmienia się koncepcja na siły zbrojne Najjaśniejszej. Tak się po prostu nie da zrobić sensownej modernizacji, zwłaszcza gdy się nie chce wypierdolić na nią furmanki pieniędzy. Otóż najpierw szyszkownicy powinni wymyślić jakiś długoterminowy plan modernizacji, przeanalizować go, wprowadzić niezbędne korekty - a dopiero potem brać się za realizację, metodycznie i po kolei. A w Polsce wygląda to tak, że władza po wyborach ma jakąś koncepcję i z różnym skutkiem realizuje ją przez swoją kadencję, po czym nadchodzą nowe wybory, przychodzi nowe naczalstwo z nowymi koncepcjami, a stare koncepcje swoich poprzedników albo są uznawane za chujowe i zatrzymywane w punkcie do którego dotarły, albo przyjmowane przez nową władze i z mniejszymi lub większymi modyfikacjami realizowane dalej. Osobistycznie uważam, że tak się sensownej modernizacji zrobić nie da, że wykorzystywanie obronności Najjaśniejszej do osiągnięcia doraźnych celów politycznych jest pomysłem chujowym i Najjaśniejszej szkodzącym. Nasi politykierzy, przynajmniej jeśli chodzi o obronność, powinni przestać zachowywać się jak rozwydrzeni gówniarze, powinni zachować się jak poważni politycy: usiąść, pogadać i uzgodnić wieloletni plan zmian w polskiej armii, który będzie realizowany niezależnie od tego, kto akurat będzie przy władzy. Bezpieczeństwo Polski i Polaków powinno być dla polskich polityków sprawą zdecydowanie ważniejszą niż międzypartyjne wojenki - a osobistycznie nieodmiennie odnoszę wrażenie, że tak nie jest, że rozmaici politykierzy traktują temat polskiej obronności jako kolejną możliwość dopierdolenia przeciwnikom politycznym.
Ale zostawmy już styk sceny politykierskiej i wojska, zerknijmy sobie teraz do Ministerstwa (nie)Sprawiedliwości pod rządami pana Waldemara Żurka. Otóż szefu tegoż interesu chodził ostatnio przyjebany jak gwóźdź do papy, podobnie zresztą jak cała tzw. Koalicja Demokratyczna, która od objęcia urzędu prezydenta przez pana Karola Nawrockiego jakoś dziwnie przestała się uśmiechać. Otóż moje wiewióry rezydujące w okolicach adresu Al. Ujazdowskie 11, gdzie znajduje się Ministerstwo Sprawiedliwości, wyniuchały, że dla poprawy nastroju przeprowadzono tamże nieoficjalny i niejawny plebiscyt na największego partyjnego oszołoma wśród wysługujących się obecnemu (nie)rządowi prawników. Konkurs ten był tak tajny, że moje wiewióry nie zdołały wyniuchać co było nagrodą za zajęcie pierwszego miejsca, ale nagrodą pocieszenia za zajęcie drugiego był stołek radcy generalnego w biurze ministra - a to stanowisko, gdzie nie trzeba dużo robić aby dużo zarobić, objęła właśnie pani Ewa Wrzosek. Moje wiewióry nie dały rady także dotrzeć do informacji kto w plebiscycie zwyciężył, ale osobistycznie stawiałbym na pana Romana Giertycha - bo większego oszołoma wśród wysługujących się obecnej władzy prawników ciężko byłoby znaleźć, co potwierdzają w prywatnych opiniach nawet niektórzy koalicjanci.
Pozdrawiam ze Wspanialewa Górnego