Szalom ludzie prawowierni, kozy, goje, gojki i ty, księże proboszczu. Aj waj, dzieje nam się na tym świecie, dzieje, i przestać nie chce - ale sam wszystkiego nie jestem w stanie opisać i skomentować więc tradycyjnie dokonam selekcji i w tej notce skupię się na wydarzeniach dotyczących Najjaśniejszej. A ponieważ ta ciut dłuższa notka będzie na tematy polityczne to jak zwykle możecie się spodziewać zupełnie niepolitycznego słownictwa - jeśli więc komu wadzi słowo publiczne to niech skończy lekturę >>>tutaj<<<.
Przez przedstawicieli "wymiaru sprawiedliwości" w Najjaśniejszej to niedługo moje wiewióry dostaną kuku na muniu, jobla, albo wręcz pierdolca. Pokazało się bowiem, że hasło "jebać PiS", tak chętnie głoszone przez obecnie rządzących gdy byli jeszcze w opozycji, chociaż zawiera wulgaryzm to nie jest wulgaryzmem tylko dozwolonym środkiem ekspresji. Jednocześnie hasło "nie bać Tuska", które padło na spotkaniu wyborczym kandydata na prezydenta, pana Karola Nawrockiego, pokazało się być wulgaryzmem, chociaż wulgaryzmu w sobie nie zawiera. O chuj tu zapierdala, że się tak grzecznie spytam? Konia z rzędem daję temu, kto mi to w logiczny sposób wytłumaczy, bo żeby tę kwestię pojąć to najpierw obaliłem pół litra pejsachówki sam, potem drugie pół przy naradzie z wiewiórami - i nic. Jedyne, do czego z wiewiórami doszliśmy, to stwierdzenie, że co najmniej część funkcjonariusz "wymiaru sprawiedliwości" w Najjaśniejszej to zdrowo popierdoliło - przy czym nie byliśmy w stanie się zgodzić jak dużą część.
A skoro już o temat kandydatów na głowę państwa zahaczyliśmy to zerknijmy sobie, co też słychać u prezydenta Warszawy, pana Rafałka Trzaskowskiego. Otóż pan Rafałek Trzaskowski kategorycznie stwierdził, że nie będzie się lansował w kampanii wyborczej wykorzystując służby państwowe, po czym radośnie powiadomił cały świat, że właśnie przekazał stołecznej policji jakieś radiowozy i, rzecz jasna, dał się na ich tle sfotografować. Ale nie jest to, oczywiście, lansowanie się na służbach - bo przecież pan Rafałek Trzaskowski stwierdził, że tego robić nie będzie. Cóż więc to jest? Chuj cię to obchodzi, nie interesuj się bo kociej mordy dostaniesz, kampania wyborcza w wykonaniu kandydata Milicji (przepraszam: Koalicji) Obywatelskiej ma swoje prawa. Żeby było ciekawiej: do pana Rafałka Trzaskowskiego przyjebali się jego polityczni przeciwnicy z partii Populizm i Socjalizm (przepraszam: Prawo i Sprawiedliwość) z zarzutem, że skoro obecnie rządzący przypierdalają się do nich za rozdawanie w czasie poprzedniej kampanii wozów strażackich to czemu teraz pan Rafałek Trzaskowski rozdaje policji radiowozy? Sprawa oparła się nawet o ministra (nie)sprawiedliwości, pana Adama Bodnara, który stwierdził, że to jest zupełnie co innego. Wniosek można wyciągnąć jeden: jebać straż pożarną, kto im pomaga ten z diabłem w zmowie i wróg Unii Europejskiej - bo przecież absolutnie nie można stwierdzić, że pan Adam Bodnar, minister (nie)sprawiedliwości w obecnym (nie)rządzie pana Donalda Tuska, jest stronniczy jak sam skurwensyn i nie poznałby sprawiedliwości nawet gdyby wyskoczyła z lasu, przedstawiła się i zajebała mu kopa w mosznę.
A jak już na temat (nie)rządu zeszliśmy to pasowałoby mi jeszcze ze trzy szekle wtrącić w temacie naszego najnowszego patrioty i obrońcy, który to właśnie powiedział, iż od zawsze twierdził, że Europa musi się zbroić, że musi walczyć, że musi być silna, że musi odpierać ataki, że nie może dać się zgnoić, że musi stawiać mury. O kurwa, a któż jest tym walecznym wojownikiem, nieledwie legendarnym wodzem, wzywającym Europejczyków na bój śmiertelny? Kim jest ta ostatnia nadzieja Europy? Kogóż to, natchnieni jego słowami, oczami wyobraźni widzimy dumnie wpatrującego się w dal, z miną srogą, chronionego kolczugą, miecz lśniący dzierżącego w prawicy, hełm garnczkowy pod lewą pachą trzymającego, z opartą o lewe biodro tarczą błękitną z wyobrażeniem gwiazd złotych tuzina? Kimże ów defensor patriae jest, ów rycerz bez skazy ni zmazy, który zaraz pewnikiem dosiądzie swego dzielnego wierzchowca i poprowadzi szarżę na bisurmanów, wiodąc za sobą zastępy najwaleczniejszych wojowników zjednoczonej Europy? I tu nam się cała podniosła atmosfera i narracja z lekka rozjechała z rzeczywistością, bo się pokazało, że to nie rycerz dzielny a kmiot zwykły, zamiast marsa na jego twarzy widzimy wyraz taki, jakby od tygodnia nie miał szczęścia się wysrać, to, co braliśmy za błękitny blask tysięcy stalowych kółeczek zbroi okazało się lichą koszuliną w kolorze nieba, miecz przestał lśnić i pokazał się zwykłym długopisem, hełm okazał się szklanką stojącą na mównicy, a tarczy nie ma w ogóle, jest tylko jakieś niebieskie sukno - ale faktycznie z tuzinem gwiazd. Z całego wizerunku rycerza ostał nam się tylko zakuty łeb - czyli widzimy pana Donalda Tuska, szefa obecnego (nie)rządu, który podczas swego przemówienia w parlamencie Związku Socjalistycznych Republik Europejskich pierdolił takie bzdury, tak łgał parszywie, że nawet ojrop.osłom, którzy sami z prawdomównością mają spore problemy, miny cierpły jakby kto im w gęby nalał szczyny świętej Katarzyny z sokiem z cytryny. Osobistycznie rozumiem, że w politykierskim fachu trzeba niekiedy się z prawdą rozminąć, coś przemilczeć, coś przekręcić - ale trzeba znać proporcję, bo w dzisiejszych czasach, kiedy dostęp do informacji jest łatwy, kiedy bez problemu można porównać wypowiedzi danego polityka na przestrzeni lat, osoba kłamiąca tak bezczelnie i głupio jak pan Donald Tusk powinna mieć zerową wiarygodność i niewiele tylko wyższe poparcie.
Pozdrawiam ze Wspanialewa Górnego